poniedziałek, 28 sierpnia 2017

O samotności...

Samotności przypisuje się najczęściej negatywne konotacje. Spontanicznie nie przychodzi nam do głowy pomyśleć, że samotność jest czyimś odpowiedzialnym wyborem a nie wyrokiem czy efektem smutnego splotu wydarzeń. Jak często można usłyszeć opowieść, w której narrator opowiada o profitach wynikających z samotności...? I choć jest ich sporo, nie o tym chcę napisać...
Raczej o tym, że dojrzała samotność jest luksusem. Przywilejem dla osoby samotnej i tych, którzy mają przyjemność doświadczania z nią jakiejkolwiek relacji. Tak, wtedy to naprawdę jest rodzaj nagrody. Osoba świadomie samotna każdego człowieka pojawiającego się na horyzoncie potraktuje z szacunkiem, a nawet miłością. Mam na myśli transparentny rodzaj miłości, do drugiej istoty, duszy mieszkającej w konkretnym ciele. Dość łatwo, przy odrobinie uważności odczuć to pole miłości wokół niej, jest to rodzaj świetlistej niewinności, która wlewa się do naszego pola i serca tylko z racji wspólnego kontaktu. Nawet nie koniecznie fizycznego. Energia nie zna przeszkód by się przemieszczać, mieszać i manifestować.
Co więcej każdy "gość" osoby samotnej świadomie jest potraktowany uczciwie. Nie ma tu miejsca na manipulacje, gry, władzę, walkę o racje, materializm, uzależnianie i tego sortu płytkie układy realizowane na niższych poziomach ewolucji. Osoba świadoma samotnie nie potrzebuje nikogo używać do swoich celów, traktować przedmiotowo, przetrzymywać przy sobie ograniczając wolność, odpychać czy uciekać by coś przetestować, kontrolować. Nikt też nie musi spełniać jej oczekiwań, zachowywać się, myśleć bądź czuć w określony, ramowy czy narzucony sposób, odgrywać konkretnego scenariusza w swoim życiu itd.  Możemy się przy niej poczuć komfortowo z całą swoją niedoskonałością. Pewnie nie będziemy powodem jej wzburzenia, nie nastąpi żaden konflikt, nie staniemy się obiektem jej ataku czy choćby prowokacji do obrony własnych subtelnych granic. Sama jest wolna i w takiej świadomości bycia twórcą okoliczności, że nie potrzebuje niczego od nikogo żądać i wymuszać. Jeśli zatem wybierze sobie nas w celu relacji lub wpuści w swoją przestrzeń, poczujemy się niezwykle uprzywilejowani, wyróżnieni. To ciekawe doznanie swoją drogą. Ktoś nas nie potrzebuje, ale chce naszej obecności. Bez stricte interesownego powodu. Pretekstem może okazać się pomysł na spełnienie jakiegoś marzenia, potrzeba przeżycia czegoś  interesującego, odebrania jakiejś nauki w toku interakcji, pragnienie samorozwoju, wzmocnienia swoich zdolności lub fakt, że przypisuje nam pewną bezcenną wartość i zaprasza do kontaktu typu "wygrany-wygrany". Warto więc umówić się na jakieś wspólne budujące doświadczenie lub kreowanie nowej, być może nie zrealizowanej jeszcze wersji rzeczywistości. Dwie połączone synchronicznie energie dają inny efekt twórczy niż pojedyncza i warto z tą mocą poeksperymentować. 
Nie ma mowy o krzywdzeniu, ranieniu, odrzucaniu czy porzucaniu, bo osoba samotna z wybory nie jest już zainteresowana zabawą uczuciami drugiej duszy. Czyjeś stany odczuwa prawie równie mocno jak swoje własne. Jest na tyle rozwinięta, że takie doświadczenia nie są dla niej atrakcyjne a wręcz odczuwałaby je jako wymierzone przeciw sobie, swoisty autosabotaż. Z zasady unika takich przeżyć. Raczej delikatnie wycofa się w obliczu takiego zagrożenia by pójść dalej swoją drogą spokoju i harmonii. To jest jej stan homeostazy, który sobie ceni i pielęgnuje. 
To wszystko powoduje, że spotkanie takiej duszy i doświadczenie z nią...hmmm...czegokolwiek jest po prostu warte przeżycia. Gwarantuje interesujące stany emocjonalne i uczuciowe spoza tych codziennych i powszednich. Z całą pewnością poczujemy się zbudowani takim kontaktem. Wymiana energetyczna spowoduje obopulne ładowanie, wznoszenie. Nowy sposób na bycie obserwatorem współuczestniczącym w zupełnie odmiennym wydaniu.
Rozglądajmy się więc uważnie, by nie przegapić bezcennej okazji...może się okazać, że w pewnym momencie rozwoju, już tylko tego typu relacje zaczną nas pociągać. Bywa, że człowiek nie wie  do końca czego pragnie dopóki na to nie trafi...

4 komentarze:

  1. Niech będę pierwszy. Przeczytałem dwa razy. Chciałbym sobie to skopiować ( nie wiem czy można). Czy piszesz to bo jesteś samotna? Napisałaś tu jakby moje przeżycia. Coś niesamowitego.Zgadzam się z Tobą. Nie jestem w stanie bawić się czyimiś uczuciami. Obawiam się ,że niektóre osoby to wykorzystują.Poruszony bardzo ciekawy temat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prosze...skopiuj...
    Piszę z własnego doświadczenia osobistego i zawodowego, wglądu, poziomu świadomości na tę chwilę...wiedza książkowa mnie nie satysfakcjonuje..., choć bywa pomocna... Nie opuszcza mnie wrażenie, że kiedy piszę to dla konkretnego Czytelnika, tylko wtedy mam venę... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co z samotnością, która nie jest odpowiedzialnym wyborem tylko jednak wyrokiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm...każda sytuacja jest inna i warto ją rozpatrywać z bliskiej perspektywy, ale generalnie rzecz ujmując mówiąc o wyroku w swoim życiu stawiamy się w pozycji ofiary...zdecydowanie to nam nie służy, zapominamy wtedy o byciu obserwatorem współuczestniczącym...
      Uleganie okolicznościom, nastrojom, własnym programom zdejmuje z nas odpowiedzialność za siebie...
      My jesteśmy twórcami zdolnymi do przemiany sytuacji jeśli ona nas nie uszczęśliwia, wszystko zaczyna się w głowie, albo stawiamy na swój potencjał albo z niego rezygnujemy oddając władzę nad sobą zjawiskom zewnętrznym...
      Za każdym razem jest to nasza decyzja... A Ty jaką podejmujesz...? :)

      Usuń

Zostaw proszę swój komentarz lub zadaj pytanie.