piątek, 14 kwietnia 2017

Złość...

Emocje, które przeżywamy to informacja. Nie warto tracić czasu na ich ocenianie. Ta zasada dotyczy zresztą całego naszego przeżywania, ale o tym innym razem. Dziś o mechanizmach wychodzenia z kłopotliwych stanów mentalnych. Nauczyliśmy się potępiać w życiu, również nasze emocje. Jednak jest to zdolność nieadaptacyjna. Czas ją porzucić na rzecz bardziej adekwatnych do sytuacji narzędzi mentalnych. 
Depresja, lęk, bezsilność, uczucie duszenia się, poczucie winy, żal, rozpacz powodują, że mamy poczucie stagnacji, utknęliśmy i nie wiemy jak sobie pomóc. Złość, dobrze zrozumiana, może być naszą katapultą do zmiany powyższych trudności. Warto nie wdając się w wartościowanie wściekłości, skorzystać z jej mocy. Nie będziemy jej odczuwali w nieskończoność, to tylko pewien etap. W całym procesie uzdrawiania, przyjdą kolejne. I znów nie bawmy się w waluację bo będą to: chęć zemsty, oskarżanie, poczucie uwikłania emocjonalnego, irytacja...wszystkie po kolei mamy świadomie przeżyć. Każdy kolejny uwalnia nas od poprzedniego i prowadzi delikatnie w górę skali stanu emocjonalnego. Uczucie ulgi, które przynosi kolejny krok jest dla nas kluczowe, to barometr informujący nas o tym, że dokonujemy pozytywnej zmiany. Drobnej, ale owocnej i w dobrym kierunku. Przeskocznie ze stanu depresji lub któregokolwiek z wymienionych na początku w czystą radość, wydaje się często zbyt dużym wyzwaniem. Metoda stopniowej zmiany przychodzi z odsieczą wątpliwościom umysłu i jest o wiele bardziej przystępna. Po czasowej irytacji czeka nas jeszcze faza pesymizmu, pesymizm uwalnia nas jednak z odczuwania irytacji i tak dzieje się na każdym przeskoku. Następujący przynosi poczucie ulgi wobec poprzedniego.   
W końcu na tej równi pochyłej w górę, pojawi się nadzieja, zupełnie nowa jakość na skali. W kolejce czekają już optymizm i pozytywne oczekiwanie. Finalnie mamy dostęp do odczuwania radości. I tak sukcesywnie przebierając w emocjach pokonaliśmy cały emocjonalny dystans, który wydawał się niemal niemożliwy do pokonania jednym susem. W każdym momencie tej drogi w górę naszych emocji, możemy poczuć chwilowy opór. Wtedy łagodnie uspokajajmy siebie prostymi komunikatami typu: " Wszystko jest w porządku. Dobrze sobie radzę. Czuję wielkie wsparcie dla siebie. Nie muszę od razu przebyć całej drogi. To nawet lepiej, że idę powoli obserwując swoją wspinaczkę ku górze. Tak jest ciekawiej. Jestem kochana/kochany..." itd. 
Istotne jest, aby najbliższe osoby zrozumiały celowość i sens etapu złości. Bywa tak, że brakiem akceptacji chętnie wpychają nas w stan poprzedni czyli żal lub depresję. Wtedy, jesteśmy na powrót bezsilni a oni czują się znów bezpieczniej. Nie warto ulegać pokusie zapewniania bliskim chwilowego komfortu. Spowoduje to u nas zawieszenie w dwóch zamiennych stanach depresji i złości. I tak w kółko będziemy lawirować od jednego do drugiego. Nie pozwoli nam to wyjść z błędnego koła. Dojrzałość otoczenia wpływa na efekt dokonywanej zmiany, ale jeśli nawet nasza podróż nie przebiega w tak dobrej atmosferze, możemy ją odbyć skupiając się na sobie, zamiast na reakcji innych. Warto też poszukać dla siebie wsparcia, w chociażby jednej świadomej osobie lub dobrym psychologu. Przewodnika, który będzie nas wspierał w dokonywaniu uzdrowienia. Wówczas zmieni się nasza perspektywa. Nie jesteśmy już dłużej ofiarą, znów stajemy się "obserwatorem współuczestniczącym", wracamy do gry...

2 komentarze:

  1. Uwalnianie emocji i przechodzenie od niższych stanów świadomości na poziomie siły do wyższych, na poziomie mocy, opisał David R. Hawkins w "Technice uwalniania". Pisze Pani o takim własnie uwalnianiu emocji. Czy do tego wystarczy tylko nasza świadomość tego procesu, czy to jest tak proste, jak wypuszczenie kija z ręki? Ja, jako obserwator współuczestniczący, tylko obserwuję co się dzieje, po kolei uwalniam wszystkie negatywne emocje, które się pojawiają i ...Nikt i nic nie jest w stanie mnie wyprowadzić z równowagi, ale też niczego już nie potrzebuję i niczego nie chcę, no, po prostu roślina. Nie jest mi źle z tym, ale czy o to w tym chodzi? Dziękuję za pobudzenie do myślenia. Pozdrawiam. Regina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękny komentarz Pani Regino... :)
      Paradoks polega na tym, że tak to jest tak łatwe jak rzucanie kija,...ale bywa, że nie jesteśmy gotowi dokonać tak oczywistej zmiany i lepsza okaże się technika małych kroków...wszystko jest względne...czasem coś jest dla nas najlepsze innym razem warto sięgnąć po lepsze narzędzie a nawet wsparcie w rozstrzygnięciu, jak tym razem sobie pomóc...każda sytuacja jest nowa, poszukujemy dopiero najlepszego rozwiązania jednocześnie je stwarzając jako obserwatorzy współuczestniczący...
      Natomiast zmiany w sposobie odczuwania, przetwarzania informacji są integralną częścią naszego rozwoju...nowy stan wymaga chwili na doprogramowanie się do niego, zazwyczaj dopiero wtedy mając nowe oprogramowanie jesteśmy w stanie wartościować co ono dla nas znaczy, nadać sens, potestować, zorientować się czy potrzebujemy jakiejś korekty kursu, odpoczynku po skoku kwantowym czy już nowych doznań...warto odetchnąć, dać sobie czas na naukę jakbyśmy opiekowali się swoim wewnętrznym dzieckiem z troską i wyrozumiałością a równolegle ufając w jego zdolności do asymilowania nowej wiedzy...
      Czy mogę jeszcze w czymś pomóc Pani Regino...? :)

      Usuń

Zostaw proszę swój komentarz lub zadaj pytanie.