niedziela, 24 czerwca 2018

Dlaczego mężczyzna odchodzi?

Zdrada to przykre doświadczenie. Wiele kobiet uskarża się na taki scenariusz. Zostały zdradzone przez swoich mężów, partnerów, chłopaków.
Wpadają w rozpacz, złość. Winą zostaje obarczony mężczyzna lub jego nowa partnerka. Zdradzona kobieta najchętniej, i w zasadzie automatycznie stawia się w roli ofiary. Czuje się skrzywdzona i oszukana. Tymczasem prawda jest taka, że zdradza mężczyzna, który nie może kobiecie czegoś dać. Innymi słowy nie jest dość dobry dla swojej kobiety w swoich, lub jej oczach. To uczucie niespełnienia popycha go w inne ramiona, gdzie może uciec przed nim i jego przykrymi konsekwencjami. Poczuciem winy, bycia gorszym, nieodpowiednim, braku poczucia własnej wartości. 
Kobieta, która terroryzuje psychicznie i emocjonalnie swojego mężczyznę poczuciem, że nie dał jej czegoś na czym jej zależy, może się spodziewać zdrady. Wpędzając mężczyznę w taki stan, sama jest skrytym współtwórcą następnych przykrych wydarzeń. Najczęściej nieświadomie. Jednak, nieznajomość prawa nie chroni przed przykrymi konsekwencjami.
Jeśli mężczyzna czuje się kochany i  akceptowany a wszystko co daje od siebie, jest traktowane z wdzięcznością i uwagą przez jego partnerkę, czuje się spełniony. Będzie chętnie inwestował w swoją relację, bo jego poczucie godności, samospełnienia jest budowane i utrzymywane w żywej relacji. 
Nie warto chcący czy niechcący bawić się poczuciem wartości partnera. Dlatego przejrzenie schematów rodzinnych na ten temat jest bardzo istotne, i może w porę uchronić kobietę przed przykrą niespodzianką. 
Jak już wiecie tego typu informacje zapisują się w podświadomości, jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Sposób traktowania płci przeciwnej w związku zazwyczaj jest wierną kopią tego domowego. I choć chętnie wypieramy taki wniosek, niestety jest on dość nagminny. Dopiero w wyniku głębokiej pracy nad sobą, zaakceptowania na samym wstępie takiej możliwości, pozwalamy przyjrzeć się uczciwie schematom hołdowanym przez siebie. Warto to uczynić zwłaszcza, jeśli tajemnicą rodzinną jest właśnie zdrada. Często pomimo niej małżeństwa przetrwały a sprawę zamieciono pod dywan. Bywa, że matka czy ojciec nigdy nie ujawnia takich faktów nawet własnym dzieciom. Tym trudniej jest się skonfrontować z własnym balastem w podświadomości i zbadać czy nie ma tam tak negatywnego scenariusza, który tylko czeka na stosowny moment by się urzeczywistnić. Brak werbalizacji pewnych faktów rodzinnych nie oznacza, że poprzez atmosferę, emocje, intuicję nie zostały one wpisane w podświadomość jako program.
Samemu rzadko dysponujemy tak głębokim wglądem w siebie, by to przepracować i zmienić zapis na pozytywny. Dlatego warto zwrócić się do specjalisty, który potrafi przeprowadzić nas przez gąszcz naszej własnej mrocznej podświadomości, co może w porę zapobiec wielu tragediom. 
Nie ma przypadków, wszystko co przeżywamy w życiu ma swoje źródło, wytłumaczenie, logikę. Nie tylko choroby, ale również scenariusz na życie, konkretne sytuacje. Dlatego praca z podświadomością, rewidowanie jej zapisów i wprowadzanie do niej korekt jest tak istotne. Jej zapisy przekładają się bezpośrednio na nasze doświadczenie. Pomimo tego, że nie my zapełnialiśmy naszą podświadomość, naszym zadaniem jest wziąć odpowiedzialność z jej zawartość, a tym samym za kształt naszego życia. Mamy pełne prawo do tworzenia swojego życia zamiast kopiowania życia kogoś innego. Wolna wola czyni nas obserwatorem współuczesniczącym, Czy przyjmiemy taka postawę, wiedzę i zaczniemy świadomie rzeźbić i cyzelować nasze życie zależy jedynie od nas samych. Tylko my możemy podjąć tego typu decyzję o sobie.

czwartek, 21 czerwca 2018

Praca nad sobą

To jak zachowujemy się w relacjach wynika z wielu czynników. Jak już wiemy oprogramowanie w naszej głowie o tym decyduje, dopóki nie zaczniemy żyć świadomie. 95% naszej mocy twórczej pochodzi z podświadomości, czyli z naszego cudownego automatu w umyśle. Tylko 5% to świadomie wysyłane myśli, życzenia. Tak nikły procent produkcji rzeczywistości kontrolujemy.
Mózg do siódmego roku życia zachowuje się  niczym nagrywarka. Dzieci przez te pierwsze kilka lat życia znajdują się w stanie podobnym do hipnozy. Nie funkcjonuje u nich jeszcze coś takiego jak umysł krytyczny. Dlatego każda informacja wpadająca do głowy dziecka zapisuje się wprost, bez cienia sceptycyzmu, refleksji czy  próby wartościowania tych informacji.  Po tym czasie jest już tylko odtwarzana, przez resztę życia, oczywiście o ile nie poświęcimy swojej uwagi na jej zrewidowanie. Dodatkowo naukowcy odkryli, że 70% podświadomych programów są to mechanizmy autosabotażowe, ograniczające, uzależniające i negatywne.
Teraz łatwiej Wam zrozumieć dlaczego większość Waszych pobożnych życzeń po prostu nie zadziałało?
Bez przepracowania zapisów w podświadomości jest na to 5% szansy. Cokolwiek sobie wymarzymy, siła do spełnienia tych marzeń szybko zostaje zalana negatywizmem podświadomych informacji. Dlatego tak ważna jest praca nad sobą. Nie zajmując się zapisami w naszej głowie, nie zdajemy sobie nawet sprawy co tam jest. Wiele sytuacji z życia wynika właśnie z tych zapisów, i nie są to wcale przypadki, ale jasno nakreślone efekty działania zasady przyczynowo-skutkowej, co zasiejesz to zbierasz.
Stan zdrowia, kondycja finansowa, relacje  wiele innych kwestii są wynikiem produkcji umysłu z podświadomości tak długo, jak nie uczynimy nieświadomego świadomym, co zalecał już Jung.
Wygląd naszej relacji po okresie zakochania, bo warto wiedzieć, że w tym cudownym okresie jesteśmy świadomi i wolni od programów, zaczyna łudząco przypominać relacje, które obserwowaliśmy najbliżej w dzieciństwie. Mimo tego, że większość osób stosuje wyparcie, czyli zaprzeczy podobieństwu do relacji rodziców, bezwiednie wpada w schematy rodzinne. 
Jeśli ktoś jednak chce świadomie wejść w związek, świadomie go kreować, a poprzez uczestnictwo w relacji rozwijać, urzeczywistniać prawdziwego siebie, szybko się zorientuje, że są różnice między związkiem świadomym a nieświadomym. Jedną z nich jest fakt, że w relacji świadomej, nie ma czegoś takiego jak popularne pretensje czy wymówki. W związku opartym na świadomości, możemy porozmawiać z naszym partnerem, tak aby go o czymś poinformować, przedstawić swój punkt widzenia, poprosić go o coś, co jest dla nas ważne. Podjąć kilkakrotnie tego typu próby, żeby osiągnąć stan wewnętrznej równowagi w relacji, własnego poczucia szczęścia, jeśli przez jakieś zachowanie partnera przestaliśmy je odczuwać tak silnie jak do tej pory. Jeśli jednak  to nie odnosi skutku, nieuchronnie następuje moment naszego odejścia, zwrócenia sobie i partnerowi wolności. W przeciwnym razie zaczniemy oszukiwać siebie stosując mechanizmy obronne, by tkwić w czymś, co świadomą relacją dwóch dojrzałych dusz, dwóch mistrzów, dwóch obserwatorów współuczestniczących nie jest. Raczej jakimś sztucznym tworem wynikającym z naszego oprogramowania, zlepkiem dwóch autopilotów w dwóch umysłach.  Z punktu widzenia bycia obserwatorem współuczestniczącym, właśnie zamknęliśmy sobie drogę dalszego rozwoju, personalnej ewolucji i utknęliśmy w swoim oprogramowaniu. Analogicznie naszemu partnerowi stworzyliśmy idealne warunki, by  nadal tkwił w wygodnym stanie uśpienia, zamiast przebudzić się do świadomego życia, nauki o relacji, prawdziwej miłości.
Jak mówi PhD. Bruce Lipton, małżeństwa nie zawieramy ani z Bogiem, ani z urzędem, tylko ze sobą. Kiedy mija miłość, małżeństwo jest skończone.
Jeśli nadal budzisz się rano z cudownym poczuciem euforii, że masz przy sobie właśnie tę osobę, energia cię rozpiera, możesz niemal nie spać nie jeść, jesteś pełen energii a każdy dzień wydaje się być niebem na ziemi, twoje ciało jest idealnie zdrowe to znak, że małżeństwo, miłość, związek nadal trwa. Natomiast jeśli dopada cię rutyna, spadłeś ze swojej chmurki, na której płynąłeś w początkowej fazie związku, a prawdziwa, głęboka, intymna rozmowa, czy twoja szczera prośba jest dziwnie obojętna dla partnera, w którym też coraz trudniej rozpoznać tę cudowną bratnią duszę.  Miłość, o ile pozostaje w jakiejś formie, jest tylko definicją, jaką na jej temat zapisał nasz doskonały automat- podświadomość w wyniku dziecięcej obserwacji. Często kompletnie odbiegającą od tego czym naprawdę miłość jest. Przestaliśmy być jej poszukiwaczami, odkrywcami. To czyni nasze doświadczenie bycia na ziemi, bycia twórcą o wiele uboższym, obniżą jego jakość i wartość. Pozwólmy więc prowadzić się miłości by odzyskać świadome życie, autentycznych siebie. Użyjmy lekcji na jej temat, aby uwolnić się z uwarunkowań i odnaleźć prawdziwą wolność i szczęście, które możemy też nazwać oświeceniem. Droga do oświecenia przez miłość. Pod przewodnictwem miłości. Czyż mogłaby być przyjemniejsza...?

czwartek, 25 stycznia 2018

Odpuszczanie

Jedną z ważnych lekcji na drodze obserwatora współuczestniczącego jest nauka...odpuszczania. Cokolwiek trzymasz w swoim umyśle, więzi cię. Nie pozwala mieć dystansu, a rezerwa i spokój wewnętrzny, niezależny od okoliczności a nawet od własnych myśli bądź stanów jest  istotną praktyką obserwatora współuczestniczącego.
Zatem potrzebujemy podjąć decyzję o doświadczaniu odpuszczania, na rzecz budowania wewnętrznej mocy. Nasza siła opiera się właśnie na puszczaniu, na ciszy, generowaniu przestrzeni między bodźcem a reakcją. Jeśli stosujemy mindfulness, medytację lub inne techniki pozwalające obserwować własny umysł, stopniowo ten areał mocy wzrasta, poprzez skok naszej samoświadomości. 
Wtedy łatwiej jest mieć swobodniejszy stosunek, do wszystkiego co, dopóki nas mocno angażuje emocjonalnie, czyni z nas niewolników tej iluzji. Zaczynamy postrzegać rzeczywistość w zupełnie nowy sposób, niejako z wyższego poziomu percepcji, a czyniąc siebie bardziej dociekliwymi jesteśmy bliżej prawdy. Filozofowie i nauczyciele tego świata,  od dawna czynili wysiłki by nas poinformować, że żyjemy w świecie wyprodukowanym przez własny umysł. Gramy główną rolę we własnym filmie, kadr po kadrze.
Możemy jednak przez odpuszczenie ewoluować do stanu, gdzie nasz scenariusz znacznie się zmieni. Przestaniemy uczestniczyć w spolaryzowanej rzeczywistości dobra i zła, męskiego i żeńskiego, światła i ciemności itd.  Zorientujemy się, że taki świat to fikcja, którą możemy delikatnie opuścić, na rzecz lepiej zorganizowanej przestrzeni. To oczywiście zależy od nas. Wolna wola jest prawem niezmiennym dla nas. Jakąkolwiek decyzję w tej kwestii podejmiemy, jakiekolwiek stanowisko zajmiemy, bardziej czy mniej świadomie, taki obraz świata będziemy produkować i zarazem w nim aktywnie uczestniczyć. W końcu dla kogo produkujemy ten cały film...? Dla nikogo innego jak tylko dla siebie, dla własnej frajdy, zabawy, możliwości doświadczania, badania, eksplorowania, nauki...
Zatem krok po kroku, możemy odpuszczać wszystko co materialne, dualne...by stopniowo nabywać nowej perspektywy dla obserwatora współuczestniczącego, głębszej, bardziej rozwojowej. Mamy szansę by zorientować się w całej tej iluzji, zabawie, scenerii, która się na naszych oczach nieustannie odgrywa i...odpuścić... Korzystnie dla nas, następuje wtedy sprzężenie zwrotne, im bardziej my odpuszczamy, tym bardziej rzeczywistość się rozmywa, objawia się nam jako coś mało realnego, solidnego a w dodatku plastycznego, poddającego się naszej woli. Wypisz wymaluj fizyka kwantowa. Wchodzimy zatem na nowy poziom, poziom kwantowy. Ale to materiał na inny artykuł, artykuł o tworzeniu. 
Odpuszczajmy więc wszystko po kolei, wykorzystując tę lekcję dla osobistej ewolucji. Pamiętajmy, że czym większy opór czujemy stosując tę prostą technikę, tym bardziej wiemy, intensywnie i  namacalnie jakiego kalibru jest nasze przywiązanie, a więc mamy informacje o tkwieniu jeszcze mocno w kłamstwach tego świata, daleko od prawdy, nie mając dobrej nawigacji, rozeznania, dalecy od prawdziwego człowieczeństwa. Czym silniejszy opór odczuwamy, tym bardziej istotna jest praca nad odpuszczeniem tematu. Sami będąc obserwatorami współuczestniczącymi możemy wyciągać proste wnioski prowadzące nas do prawdy. To my jesteśmy swoim nauczycielem, mędrcem na drodze ku samopoznaniu.
Wewnętrzny spokój, cisza, miłość, poczucie mocy z głębi jestestwa, to jedyne na co warto pracować, jak na swój wewnętrzny, niepowtarzalny depozyt. Cała reszta jest nieistotnym pozorem, który w każdym momencie może rozpaść się na naszych oczach, objawiając nam ukrytą prawdę o własnej kruchości na swój temat. Jeśli zdarzy nam się doświadczenie tego typu, wyciągnijmy z niego stosowne wnioski. Rzeczywistość powstaje i degeneruje się nieustannie na naszych oczach, możemy ją spokojnie odpuścić, zmieni się wtedy nasza percepcja, sposób przeżywania, funkcjonowania, nasza wewnętrzna prawda, esencjonalność naszego człowieczeństwa. W nagrodę staniemy się zupełnie nowymi obserwatorami współuczestniczącymi, zwiedzającymi zupełnie nowe wymiary, działające na wyższym stopniu organizacji wartości, gdzie polaryzacja i dualizm dobro-zło zastępuje czysta miłość, świadomość, obecność, bycie wszystkim i niczym, jedność z absolutem, brak lęku i strachu. Warto opuścić te niższe hierarchicznie energie i rozejrzeć się za tym,  co jeszcze ma dla nas Stwórca... Już czas zacząć pytać o coś więcej niż materializm...
Mamy XXI wiek, wiek umysłu, fizyki kwantowej, psychologii kwantowej, epigenetyki, psychoneuroimmunologii itd., itd. Odwróćmy się od wszystkiego co odciąga naszą uwagę od zagadnień istotnych, tzn, od telewizji, zakupów, odgrywania ról społecznych, pustych rozrywek, powtarzania bezsensownych rytuałów, hołdowania własnym kompleksom, programom z dzieciństwa, złości, skąpstwu czy zazdrości...nauczmy się jak odpuścić...by odnaleźć siebie w Stwórcy...i Stwórcę w sobie...

wtorek, 19 grudnia 2017

Rozpad ego

Jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu samych siebie, również innych. Służy nam do tego nasze wielkie rozdęte ego. Ono powoduje, że karmimy ludzi oraz siebie wersjami zdarzeń, sytuacji w sposób, który nie jest prawdziwy. Dotyczy to także oczekiwanych skutków czy konsekwencji, definiowania własnych stanów, paradygmatów, tworzenia poglądów- mylnie uznanych za własne, gdy tymczasem są to narzucone nam w procesie wychowania "prawdy i zasady", uczuć i szeregu innych ważnych dla naszego funkcjonowania kwestii.
Dopóki jesteśmy we władaniu ego, nie jesteśmy nawet w stanie dostrzec tej gry. Tak dalece nią pochłonięci, że wielokrotnie stanęlibyśmy do walki w obronie własnego zdania czyli tak naprawdę obrony jej reguł. Chętnie zaatakujemy- choć paradoksalnie to ego broni się przed eliminacją- każdego kto zechce spojrzeć na nas z perspektywy spoza ego, i poinformować nas jak sprawy się mają. I nie mam tu na myśli konfrontacji jednego ego z innym, i udowadniania sobie racji. 
Ego ma podstawowy cel, walkę o swoje istnienie bez przebierania w środkach, gdyż jest to jego być albo nie być. Działa ono na zasadach kwantowych, zero- jedynkowo. Jest albo przy skoku świadomości do perspektywy obserwatora współuczestniczącego- znika. Pozostaje sama świadomość, światło, z którego tak naprawdę jesteśmy zbudowani.
Przyglądnie się sztuczkom ego i demontaż jego mechanizmów jest wynikiem procesu poszerzania  się świadomości. Można kawałek po kawałku je demaskować, poprzez uczynienie nieświadomego świadomym. Tylko brak naszego wglądu w procesy wewnętrzne, jest dla niego gwarancją istnienia. Dlatego już samo interesowanie się swoją naturą jest dla niego niebezpieczne. Powoduje, że budzi się w nas obserwator współuczestniczący, który potrafi rozprawić się ze wszystkim czym ego jest, np. programami wgranymi nam do 5-6 roku życia, które teraz są realizowane przez 95 % zasobów naszego mózgu czyli podświadomość. A ta jest automatem, nie zajmuje się weryfikacją zainstalowanych informacji, nie interesuje jej czy są konstruktywne czy też sieją zniszczenie w naszym życiu. 
To dlatego niektórzy z nas zaczynają poszukiwania Nauczyciela, kogoś kto mamy nadzieję mówi z jakiejś wyższej perspektywy, ma szersze spektrum widzenia. Przeczucie, że tkwimy w czymś co nas omotało i więzi w pewnym momencie, staje się rodzajem niepokoju lub buntu wewnętrznego, czasem depresji czy braku poczucia sensu, którego nie możemy dłużej zignorować. Stajemy się badaczami własnego życia, poszukiwaczami prawdy. Jeśli jesteśmy jej tak spragnieni, że okupimy dotarcie do niej nawet własnym cierpieniem, gdy rozczaruje ona nas samych, zniszczy nasz dotychczasowy wizerunek siebie i rzeczywistości, spowoduje rozpad pewnych relacji lub sprowokuje transformację części z nich, wymusi obranie zupełnie nowej i często ryzykownej drogi życiowej w kwestii zawodowej czy prywatnej, kompletną zmianę filozofii życia, realizowanie zupełnie nowych wartości, posługiwanie się nieprzeciętnym i bywa, że kompletnie niezrozumiałym dla innych językiem, systemem pojęć, straty moralne czy materialne, utratę stabilizacji pod każdym względem itd.,  jest to znak, że na poważnie zabraliśmy się za demaskowanie ego.
Kiedy nawet ból, stany kompletnego rozbicia, przeciągającego się braku celu, smutek i inne przykre, niezrozumiałe dla nas emocje i uczucia nie są już w  stanie nas zawrócić z tej podróży wgłąb siebie, to znaczy, że właśnie wkroczyliśmy na drogę bycia mistrzami własnego życia, obserwatorami współuczestniczącymi, twórcami, a żegnamy się z rolą ofiary, marionetki, automatu. 
I choć proces rozpadu ego jest przykry, trudny, pełen nieprzyjemnych doznań a nawet okoliczności, jest zarazem nieuchronnym etapem naszej osobistej ewolucji.
Na końcu czeka nas ogromna nagroda, wyróżnienie - obcowanie z samym sobą, samopoznanie często zwane też oświeceniem...świadomość w jak głębokiej iluzji funkcjonujemy...bycie rozgrywającym, decydentem...

niedziela, 12 listopada 2017

Splot słoneczny

Człowiek został wyróżniony na naszej planecie, otrzymując dar tworzenia rzeczywistości. Jego rola jest daleko bardziej istotna, w stosunku do roli reszty elementów świata zwierzęcego i roślinnego. Owszem posiadamy ciało- soma, ale również psycho, czyli pierwiastek boski, energetyczny, świadomość. Ciało w tej relacji jest poddane, wykonuje polecenia. My natomiast jesteśmy istotami zbudowanymi ze światła, które na czas pobytu na Ziemi, otrzymują ssaka. Nie jest on jednak naszą własnością, jak zresztą nic tutaj. Odchodząc wszyscy doskonale zaczynamy się w tej zasadzie Wszechświata orientować. Niczego poza sobą, własną świadomością nie jesteśmy w stanie stąd zabrać. Planeta udziela nam pożyczki w stosunku do wszystkiego co należy do niej: "Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie". 
Cudownie wyposażone ciało, szczyt ewolucji, ma za zadanie służyć nam zgodnie z naszym rozeznaniem. By mogło nam dobrze i niezawodnie usługiwać zostało wyposażone w mechanizm kwantowy, tak, byśmy mogli utrzymywać je w dobrostanie. W końcu ma spełniać nasze potrzeby, trudno zatem by mądra natura nie załączyła stosownego sposobu na zarządzanie nim. 
Ten bardzo prosty mechanizm kwantowy, do którego ma dostęp oczywiście nasza świadomość znajduje się w splocie słonecznym. Jak to w świecie kwantowym działa zero-jedynkowo. Otwarty równa się zdrowie, zamknięty anomalie, zaburzenia, choroby itd. Czyli albo nasz ssak jest w trybie autoregeneracji, samooczyszczania i funkcjonuje jak dobrze naoliwiona maszyna albo te wszystkie cudowne funkcje zostają wyłączone przez zamknięcie splotu słonecznego, co prędzej czy później spowoduje konsekwencje w postaci chorób. 
Otwarty splot słoneczny gwarantuje swobodny przepływ powietrza do brzucha, zamknięty zmusza ciało do kumulowania go i zatrzymywania w płucach. Mamy więc do czynienia z przemianą materii bądź jej brakiem. Nie trudno się domyślić jak przykre są następstwa braku swobodnej wymiany powietrza pomiędzy płucami a brzuchem. Prędzej czy później następuje śmierć.
Nasza świadomość ma dostęp do tego mechanizmu, tzn., że za pomocą czucia jesteśmy w stanie zweryfikować czy splot jest otwarty czy zamknięty i inteligentnie zareagować. Wystąpić w roli obserwatora współuczestniczącego. Po to też mamy sumienie w płacie czołowym, by wspomagało nas w tym doświadczeniu. Czyste sumienie, dobrze rozwinięta inteligencja serca nie pozwala zamknąć lub znieść stanu zamknięcia tego naturalnego przepływu, będącego gwarancją zdrowia. Jeśli potrafimy to zrobić, tzn. pozbawić naszego ssaka możliwości normalnego funkcjonowania, mamy do wykonania pracę na poziomie sumienia i do odbudowania poziom czucia, a także uruchomienie inteligencji serca i rozumienia osobistej relacji z ciałem. Warto to przepracować by na powrót odzyskać kontrolę nad stanem swojego zdrowia, w świetle wiedzy z mechaniki kwantowej. 

Jeśli nie jesteś pewien na jakim poziomie ta relacja funkcjonuje u Ciebie, a chcesz się tego dowiedzieć i nauczyć korzystać ze swojego mechanizmu kwantowego, zapraszam Cię na wizytę. Również w przypadku jeśli doszło do tak poważnych zaniedbań w następstwie nieświadomości oraz  tak długotrwałego zerwania połączenia płuca-brzuch, że następstwem tego jest tzw. choroba. 

Zapisy na wizytę: 
Iwona Łaszczyk
Psycholog
505-121-384

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

O samotności...

Samotności przypisuje się najczęściej negatywne konotacje. Spontanicznie nie przychodzi nam do głowy pomyśleć, że samotność jest czyimś odpowiedzialnym wyborem a nie wyrokiem czy efektem smutnego splotu wydarzeń. Jak często można usłyszeć opowieść, w której narrator opowiada o profitach wynikających z samotności...? I choć jest ich sporo, nie o tym chcę napisać...
Raczej o tym, że dojrzała samotność jest luksusem. Przywilejem dla osoby samotnej i tych, którzy mają przyjemność doświadczania z nią jakiejkolwiek relacji. Tak, wtedy to naprawdę jest rodzaj nagrody. Osoba świadomie samotna każdego człowieka pojawiającego się na horyzoncie potraktuje z szacunkiem, a nawet miłością. Mam na myśli transparentny rodzaj miłości, do drugiej istoty, duszy mieszkającej w konkretnym ciele. Dość łatwo, przy odrobinie uważności odczuć to pole miłości wokół niej, jest to rodzaj świetlistej niewinności, która wlewa się do naszego pola i serca tylko z racji wspólnego kontaktu. Nawet nie koniecznie fizycznego. Energia nie zna przeszkód by się przemieszczać, mieszać i manifestować.
Co więcej każdy "gość" osoby samotnej świadomie jest potraktowany uczciwie. Nie ma tu miejsca na manipulacje, gry, władzę, walkę o racje, materializm, uzależnianie i tego sortu płytkie układy realizowane na niższych poziomach ewolucji. Osoba świadoma samotnie nie potrzebuje nikogo używać do swoich celów, traktować przedmiotowo, przetrzymywać przy sobie ograniczając wolność, odpychać czy uciekać by coś przetestować, kontrolować. Nikt też nie musi spełniać jej oczekiwań, zachowywać się, myśleć bądź czuć w określony, ramowy czy narzucony sposób, odgrywać konkretnego scenariusza w swoim życiu itd.  Możemy się przy niej poczuć komfortowo z całą swoją niedoskonałością. Pewnie nie będziemy powodem jej wzburzenia, nie nastąpi żaden konflikt, nie staniemy się obiektem jej ataku czy choćby prowokacji do obrony własnych subtelnych granic. Sama jest wolna i w takiej świadomości bycia twórcą okoliczności, że nie potrzebuje niczego od nikogo żądać i wymuszać. Jeśli zatem wybierze sobie nas w celu relacji lub wpuści w swoją przestrzeń, poczujemy się niezwykle uprzywilejowani, wyróżnieni. To ciekawe doznanie swoją drogą. Ktoś nas nie potrzebuje, ale chce naszej obecności. Bez stricte interesownego powodu. Pretekstem może okazać się pomysł na spełnienie jakiegoś marzenia, potrzeba przeżycia czegoś  interesującego, odebrania jakiejś nauki w toku interakcji, pragnienie samorozwoju, wzmocnienia swoich zdolności lub fakt, że przypisuje nam pewną bezcenną wartość i zaprasza do kontaktu typu "wygrany-wygrany". Warto więc umówić się na jakieś wspólne budujące doświadczenie lub kreowanie nowej, być może nie zrealizowanej jeszcze wersji rzeczywistości. Dwie połączone synchronicznie energie dają inny efekt twórczy niż pojedyncza i warto z tą mocą poeksperymentować. 
Nie ma mowy o krzywdzeniu, ranieniu, odrzucaniu czy porzucaniu, bo osoba samotna z wybory nie jest już zainteresowana zabawą uczuciami drugiej duszy. Czyjeś stany odczuwa prawie równie mocno jak swoje własne. Jest na tyle rozwinięta, że takie doświadczenia nie są dla niej atrakcyjne a wręcz odczuwałaby je jako wymierzone przeciw sobie, swoisty autosabotaż. Z zasady unika takich przeżyć. Raczej delikatnie wycofa się w obliczu takiego zagrożenia by pójść dalej swoją drogą spokoju i harmonii. To jest jej stan homeostazy, który sobie ceni i pielęgnuje. 
To wszystko powoduje, że spotkanie takiej duszy i doświadczenie z nią...hmmm...czegokolwiek jest po prostu warte przeżycia. Gwarantuje interesujące stany emocjonalne i uczuciowe spoza tych codziennych i powszednich. Z całą pewnością poczujemy się zbudowani takim kontaktem. Wymiana energetyczna spowoduje obopulne ładowanie, wznoszenie. Nowy sposób na bycie obserwatorem współuczestniczącym w zupełnie odmiennym wydaniu.
Rozglądajmy się więc uważnie, by nie przegapić bezcennej okazji...może się okazać, że w pewnym momencie rozwoju, już tylko tego typu relacje zaczną nas pociągać. Bywa, że człowiek nie wie  do końca czego pragnie dopóki na to nie trafi...

wtorek, 27 czerwca 2017

Przewodnictwo czyli łączność

Każdy z nas ma szansę usłyszeć w sobie pewien specyficzny głos. Tych narratorów konkurujących o naszą uwagę mamy w sobie oczywiście więcej, np. głos Serca, wewnętrzny krytyk, głosy naszych rodziców, wewnętrznego dziecka, marzenia doszukujące się spełnienia, niezagojone rany, nieuwolnione emocje dopraszające się naszej troskliwej akceptacji, myśli i uczucia innych ludzi, które odbieramy korzystając ze zjawiska telepatii lub z powodu głębokiej międzyludzkiej empatii itd. W pierwszej kolejności warto się więc zorientować w tym wszystkim, zrobić rekonesans w całej tej masie hałasu wewnętrznego.
Zacznijmy od uporządkowania tego chaosu, wypracowania w sobie pewnego rodzaju refleksyjności czy jak kto woli uważności na ten konglomerat akustyczny. Na tym etapie, zwłaszcza jeśli jest to nasza pierwsza z nim konfrontacja, dobry przewodnik może okazać się miłym wsparciem. To kwestia indywidualna czy potrzebujemy takiej osoby, na jak długo, na jakim etapie i kto to będzie: psycholog, terapeuta, nauczyciel, człowiek, który nas inspiruje niezależnie od tego czy ma jakiś tytuł, jest uznawany w środowisku czy nie. Możliwości jest tyle ile zechcemy. Pamiętajmy, to my jesteśmy obserwatorami współuczestniczącymi.
Ale wracając do tematu przewodnictwa...jedną z wielkich zalet, a może raczej naturalną konsekwencją umiejętnego, uważnego słuchania tego głosu jest zakwestionowanie wszelkich autorytetów. W psychologii zdolność ta ociera się o zjawisko wewnątrz-sterowności. Otoczenie traci stopniowo w tym procesie wzrostu samoświadomości kontrolę i władzę nad nami, przestajemy być ofiarami, niewolnikami systemu, religii, naszych bliskich, telewizora. Stajemy się niezależnymi dojrzałymi duchowo jednostkami, Bogami w działaniu. Z pełnym prawem do korzystania, ale i modyfikowania, transformowania wszelkich struktur zewnętrznych jeśli poczujemy takie zadanie dla siebie. Jednak od tej pory jesteśmy reformatorami, niezależnymi, współodpowiedzialnymi twórcami. To zmienia totalnie naszą perspektywę.  Ze stylu opartego na władzy, kontroli czy konkurencji przechodzimy stopniowo do współpracy, współtworzenia, partycypacji, miłości po prostu. Czujemy się też w końcu chronieni i bezpieczni. Nie, nie dlatego, że obwarowaliśmy się w materialnym świecie na wszelkie dostępne sposoby. Na tym etapie jest to kwestia głębokiego przekonania, naturalnej stabilizacji i symbiozy, efektu kwantowego splątania, nieprzerwanego dialogu z wyższym przewodnictwem w nas. Zupełnie nowa jakość, do odkrycia tylko w wyniku doświadczeń własnych. Naszego bezpieczeństwa i komfortu nie definiują już dłużej warunki zewnętrzne, rzeczywistość materialna, w której w danym momencie bierzemy udział. 
Brzmi zachęcająco, prawda...? Wolność znów ma szansę rozgościć się w naszym Sercu, rozniecić jego inteligencję na nieznane nam dotąd sposoby, objawić się we wznioślejszej niż dotychczas konfiguracji.
Wyobraź sobie, że najczęściej po prostu wiesz, czujesz co i jak masz robić, z czego się wycofać, potrafisz dostrzec naturę rzeczy, zjawiska, istoty ludzkiej. Nie można już cię oszukać, manipulować tobą, grać, bawić się twoimi uczuciami, używać twoich programów  z podświadomości by pociągać cię za sznurki, wmanewrowując tym samym w schemat bodziec-reakcja itd. Jeśli pożądana informacja nie pojawi się w Tobie natychmiastowo w relacji do nowego doświadczenia możesz zadać, wysłać pytanie...i spokojnie, w ciszy i bez zbędnego napięcia, poczekać na odpowiedź. Pojawić się ona może na wiele sposobów, ale Ty po prostu masz komfort, tę pewność, że ona się objawi. To uczucie przypomina w swojej barwie wgląd, nagłe olśnienie, "efekt wow". Jest tak charakterystyczne, że trzeba się wysilić by je przeoczyć. Taką mamy naturę, komunikujemy się ze źródłem, Bogiem, Wszechświatem, polem punktu zerowego, Stwórcą czy jak lubisz nazywać ten ogrom inteligencji, którego sami cząstką i wyrazem jesteśmy.
Zaryzykuj i daj się ponieść na skrzydłach tej komunikacji. Lekkość, brak skrepowania, inspiracja, niespodzianka, dobro i prawda w czystej postaci to kilka z jej najważniejszych cech charakterystycznych. Ty decydujesz, jesteś offline czy online obserwatorze współuczestniczący. To co, w drogę...?