poniedziałek, 28 sierpnia 2017

O samotności...

Samotności przypisuje się najczęściej negatywne konotacje. Spontanicznie nie przychodzi nam do głowy pomyśleć, że samotność jest czyimś odpowiedzialnym wyborem a nie wyrokiem czy efektem smutnego splotu wydarzeń. Jak często można usłyszeć opowieść, w której narrator opowiada o profitach wynikających z samotności...? I choć jest ich sporo, nie o tym chcę napisać...
Raczej o tym, że dojrzała samotność jest luksusem. Przywilejem dla osoby samotnej i tych, którzy mają przyjemność doświadczania z nią jakiejkolwiek relacji. Tak, wtedy to naprawdę jest rodzaj nagrody. Osoba świadomie samotna każdego człowieka pojawiającego się na horyzoncie potraktuje z szacunkiem, a nawet miłością. Mam na myśli transparentny rodzaj miłości, do drugiej istoty, duszy mieszkającej w konkretnym ciele. Dość łatwo, przy odrobinie uważności odczuć to pole miłości wokół niej, jest to rodzaj świetlistej niewinności, która wlewa się do naszego pola i serca tylko z racji wspólnego kontaktu. Nawet nie koniecznie fizycznego. Energia nie zna przeszkód by się przemieszczać, mieszać i manifestować.
Co więcej każdy "gość" osoby samotnej świadomie jest potraktowany uczciwie. Nie ma tu miejsca na manipulacje, gry, władzę, walkę o racje, materializm, uzależnianie i tego sortu płytkie układy realizowane na niższych poziomach ewolucji. Osoba świadoma samotnie nie potrzebuje nikogo używać do swoich celów, traktować przedmiotowo, przetrzymywać przy sobie ograniczając wolność, odpychać czy uciekać by coś przetestować, kontrolować. Nikt też nie musi spełniać jej oczekiwań, zachowywać się, myśleć bądź czuć w określony, ramowy czy narzucony sposób, odgrywać konkretnego scenariusza w swoim życiu itd.  Możemy się przy niej poczuć komfortowo z całą swoją niedoskonałością. Pewnie nie będziemy powodem jej wzburzenia, nie nastąpi żaden konflikt, nie staniemy się obiektem jej ataku czy choćby prowokacji do obrony własnych subtelnych granic. Sama jest wolna i w takiej świadomości bycia twórcą okoliczności, że nie potrzebuje niczego od nikogo żądać i wymuszać. Jeśli zatem wybierze sobie nas w celu relacji lub wpuści w swoją przestrzeń, poczujemy się niezwykle uprzywilejowani, wyróżnieni. To ciekawe doznanie swoją drogą. Ktoś nas nie potrzebuje, ale chce naszej obecności. Bez stricte interesownego powodu. Pretekstem może okazać się pomysł na spełnienie jakiegoś marzenia, potrzeba przeżycia czegoś  interesującego, odebrania jakiejś nauki w toku interakcji, pragnienie samorozwoju, wzmocnienia swoich zdolności lub fakt, że przypisuje nam pewną bezcenną wartość i zaprasza do kontaktu typu "wygrany-wygrany". Warto więc umówić się na jakieś wspólne budujące doświadczenie lub kreowanie nowej, być może nie zrealizowanej jeszcze wersji rzeczywistości. Dwie połączone synchronicznie energie dają inny efekt twórczy niż pojedyncza i warto z tą mocą poeksperymentować. 
Nie ma mowy o krzywdzeniu, ranieniu, odrzucaniu czy porzucaniu, bo osoba samotna z wybory nie jest już zainteresowana zabawą uczuciami drugiej duszy. Czyjeś stany odczuwa prawie równie mocno jak swoje własne. Jest na tyle rozwinięta, że takie doświadczenia nie są dla niej atrakcyjne a wręcz odczuwałaby je jako wymierzone przeciw sobie, swoisty autosabotaż. Z zasady unika takich przeżyć. Raczej delikatnie wycofa się w obliczu takiego zagrożenia by pójść dalej swoją drogą spokoju i harmonii. To jest jej stan homeostazy, który sobie ceni i pielęgnuje. 
To wszystko powoduje, że spotkanie takiej duszy i doświadczenie z nią...hmmm...czegokolwiek jest po prostu warte przeżycia. Gwarantuje interesujące stany emocjonalne i uczuciowe spoza tych codziennych i powszednich. Z całą pewnością poczujemy się zbudowani takim kontaktem. Wymiana energetyczna spowoduje obopulne ładowanie, wznoszenie. Nowy sposób na bycie obserwatorem współuczestniczącym w zupełnie odmiennym wydaniu.
Rozglądajmy się więc uważnie, by nie przegapić bezcennej okazji...może się okazać, że w pewnym momencie rozwoju, już tylko tego typu relacje zaczną nas pociągać. Bywa, że człowiek nie wie  do końca czego pragnie dopóki na to nie trafi...

wtorek, 27 czerwca 2017

Przewodnictwo czyli łączność

Każdy z nas ma szansę usłyszeć w sobie pewien specyficzny głos. Tych narratorów konkurujących o naszą uwagę mamy w sobie oczywiście więcej, np. głos Serca, wewnętrzny krytyk, głosy naszych rodziców, wewnętrznego dziecka, marzenia doszukujące się spełnienia, niezagojone rany, nieuwolnione emocje dopraszające się naszej troskliwej akceptacji, myśli i uczucia innych ludzi, które odbieramy korzystając ze zjawiska telepatii lub z powodu głębokiej międzyludzkiej empatii itd. W pierwszej kolejności warto się więc zorientować w tym wszystkim, zrobić rekonesans w całej tej masie hałasu wewnętrznego.
Zacznijmy od uporządkowania tego chaosu, wypracowania w sobie pewnego rodzaju refleksyjności czy jak kto woli uważności na ten konglomerat akustyczny. Na tym etapie, zwłaszcza jeśli jest to nasza pierwsza z nim konfrontacja, dobry przewodnik może okazać się miłym wsparciem. To kwestia indywidualna czy potrzebujemy takiej osoby, na jak długo, na jakim etapie i kto to będzie: psycholog, terapeuta, nauczyciel, człowiek, który nas inspiruje niezależnie od tego czy ma jakiś tytuł, jest uznawany w środowisku czy nie. Możliwości jest tyle ile zechcemy. Pamiętajmy, to my jesteśmy obserwatorami współuczestniczącymi.
Ale wracając do tematu przewodnictwa...jedną z wielkich zalet, a może raczej naturalną konsekwencją umiejętnego, uważnego słuchania tego głosu jest zakwestionowanie wszelkich autorytetów. W psychologii zdolność ta ociera się o zjawisko wewnątrz-sterowności. Otoczenie traci stopniowo w tym procesie wzrostu samoświadomości kontrolę i władzę nad nami, przestajemy być ofiarami, niewolnikami systemu, religii, naszych bliskich, telewizora. Stajemy się niezależnymi dojrzałymi duchowo jednostkami, Bogami w działaniu. Z pełnym prawem do korzystania, ale i modyfikowania, transformowania wszelkich struktur zewnętrznych jeśli poczujemy takie zadanie dla siebie. Jednak od tej pory jesteśmy reformatorami, niezależnymi, współodpowiedzialnymi twórcami. To zmienia totalnie naszą perspektywę.  Ze stylu opartego na władzy, kontroli czy konkurencji przechodzimy stopniowo do współpracy, współtworzenia, partycypacji, miłości po prostu. Czujemy się też w końcu chronieni i bezpieczni. Nie, nie dlatego, że obwarowaliśmy się w materialnym świecie na wszelkie dostępne sposoby. Na tym etapie jest to kwestia głębokiego przekonania, naturalnej stabilizacji i symbiozy, efektu kwantowego splątania, nieprzerwanego dialogu z wyższym przewodnictwem w nas. Zupełnie nowa jakość, do odkrycia tylko w wyniku doświadczeń własnych. Naszego bezpieczeństwa i komfortu nie definiują już dłużej warunki zewnętrzne, rzeczywistość materialna, w której w danym momencie bierzemy udział. 
Brzmi zachęcająco, prawda...? Wolność znów ma szansę rozgościć się w naszym Sercu, rozniecić jego inteligencję na nieznane nam dotąd sposoby, objawić się we wznioślejszej niż dotychczas konfiguracji.
Wyobraź sobie, że najczęściej po prostu wiesz, czujesz co i jak masz robić, z czego się wycofać, potrafisz dostrzec naturę rzeczy, zjawiska, istoty ludzkiej. Nie można już cię oszukać, manipulować tobą, grać, bawić się twoimi uczuciami, używać twoich programów  z podświadomości by pociągać cię za sznurki, wmanewrowując tym samym w schemat bodziec-reakcja itd. Jeśli pożądana informacja nie pojawi się w Tobie natychmiastowo w relacji do nowego doświadczenia możesz zadać, wysłać pytanie...i spokojnie, w ciszy i bez zbędnego napięcia, poczekać na odpowiedź. Pojawić się ona może na wiele sposobów, ale Ty po prostu masz komfort, tę pewność, że ona się objawi. To uczucie przypomina w swojej barwie wgląd, nagłe olśnienie, "efekt wow". Jest tak charakterystyczne, że trzeba się wysilić by je przeoczyć. Taką mamy naturę, komunikujemy się ze źródłem, Bogiem, Wszechświatem, polem punktu zerowego, Stwórcą czy jak lubisz nazywać ten ogrom inteligencji, którego sami cząstką i wyrazem jesteśmy.
Zaryzykuj i daj się ponieść na skrzydłach tej komunikacji. Lekkość, brak skrepowania, inspiracja, niespodzianka, dobro i prawda w czystej postaci to kilka z jej najważniejszych cech charakterystycznych. Ty decydujesz, jesteś offline czy online obserwatorze współuczestniczący. To co, w drogę...?

piątek, 14 kwietnia 2017

Złość...

Emocje, które przeżywamy to informacja. Nie warto tracić czasu na ich ocenianie. Ta zasada dotyczy zresztą całego naszego przeżywania, ale o tym innym razem. Dziś o mechanizmach wychodzenia z kłopotliwych stanów mentalnych. Nauczyliśmy się potępiać w życiu, również nasze emocje. Jednak jest to zdolność nieadaptacyjna. Czas ją porzucić na rzecz bardziej adekwatnych do sytuacji narzędzi mentalnych. 
Depresja, lęk, bezsilność, uczucie duszenia się, poczucie winy, żal, rozpacz powodują, że mamy poczucie stagnacji, utknęliśmy i nie wiemy jak sobie pomóc. Złość, dobrze zrozumiana, może być naszą katapultą do zmiany powyższych trudności. Warto nie wdając się w wartościowanie wściekłości, skorzystać z jej mocy. Nie będziemy jej odczuwali w nieskończoność, to tylko pewien etap. W całym procesie uzdrawiania, przyjdą kolejne. I znów nie bawmy się w waluację bo będą to: chęć zemsty, oskarżanie, poczucie uwikłania emocjonalnego, irytacja...wszystkie po kolei mamy świadomie przeżyć. Każdy kolejny uwalnia nas od poprzedniego i prowadzi delikatnie w górę skali stanu emocjonalnego. Uczucie ulgi, które przynosi kolejny krok jest dla nas kluczowe, to barometr informujący nas o tym, że dokonujemy pozytywnej zmiany. Drobnej, ale owocnej i w dobrym kierunku. Przeskocznie ze stanu depresji lub któregokolwiek z wymienionych na początku w czystą radość, wydaje się często zbyt dużym wyzwaniem. Metoda stopniowej zmiany przychodzi z odsieczą wątpliwościom umysłu i jest o wiele bardziej przystępna. Po czasowej irytacji czeka nas jeszcze faza pesymizmu, pesymizm uwalnia nas jednak z odczuwania irytacji i tak dzieje się na każdym przeskoku. Następujący przynosi poczucie ulgi wobec poprzedniego.   
W końcu na tej równi pochyłej w górę, pojawi się nadzieja, zupełnie nowa jakość na skali. W kolejce czekają już optymizm i pozytywne oczekiwanie. Finalnie mamy dostęp do odczuwania radości. I tak sukcesywnie przebierając w emocjach pokonaliśmy cały emocjonalny dystans, który wydawał się niemal niemożliwy do pokonania jednym susem. W każdym momencie tej drogi w górę naszych emocji, możemy poczuć chwilowy opór. Wtedy łagodnie uspokajajmy siebie prostymi komunikatami typu: " Wszystko jest w porządku. Dobrze sobie radzę. Czuję wielkie wsparcie dla siebie. Nie muszę od razu przebyć całej drogi. To nawet lepiej, że idę powoli obserwując swoją wspinaczkę ku górze. Tak jest ciekawiej. Jestem kochana/kochany..." itd. 
Istotne jest, aby najbliższe osoby zrozumiały celowość i sens etapu złości. Bywa tak, że brakiem akceptacji chętnie wpychają nas w stan poprzedni czyli żal lub depresję. Wtedy, jesteśmy na powrót bezsilni a oni czują się znów bezpieczniej. Nie warto ulegać pokusie zapewniania bliskim chwilowego komfortu. Spowoduje to u nas zawieszenie w dwóch zamiennych stanach depresji i złości. I tak w kółko będziemy lawirować od jednego do drugiego. Nie pozwoli nam to wyjść z błędnego koła. Dojrzałość otoczenia wpływa na efekt dokonywanej zmiany, ale jeśli nawet nasza podróż nie przebiega w tak dobrej atmosferze, możemy ją odbyć skupiając się na sobie, zamiast na reakcji innych. Warto też poszukać dla siebie wsparcia, w chociażby jednej świadomej osobie lub dobrym psychologu. Przewodnika, który będzie nas wspierał w dokonywaniu uzdrowienia. Wówczas zmieni się nasza perspektywa. Nie jesteśmy już dłużej ofiarą, znów stajemy się "obserwatorem współuczestniczącym", wracamy do gry...

piątek, 10 lutego 2017

O prawdzie...

Czego lubimy słuchać od innych? Odczuwamy przyjemność kiedy nam schlebiają, chwalą nas. Choć i to bywa krępujące, ego w ten sposób bawi się nami. Często jednak podoba nam się kiedy informacje, które otrzymujemy pasują do naszej wizji, systemu wartości, utartych opinii, sposobu widzenia świata, siebie samych itd. Wtedy pompujemy ego. Oddajemu mu dużo naszej energii, tak naprawdę trwoniąc ją w tym samym momencie.
Z prawda jest nieco inaczej. Kwestią do dyskusji jest, co to jest prawda i czy ktoś ją w ogóle tak naprawdę jest w stanie poznać. Pozwólcie, że na potrzeby tego artykułu potraktujemy prawdę jako zdolność do przetwarzania informacji na różnych poziomach, w zależności od stopnia rozwinięcia inteligencji serca przez osobę. Powiedzmy, że Ziemia to szkoła, wszyscy tu jesteśmy uczniami. Jesteśmy tylko w innych klasach. Pomimo to spotykamy się, nieustannie wchodzimy w relacje i opowiadamy sobie o rzeczywistości z własnej perspektywy. Kiedy słuchamy opowieści na nasz temat osób z wyższej klasy świadomowościowej...hmmm...cóż, bywa różnie. Tu nasza cierpliwość zostaje wystawiona na poważną próbę. Nawet osobom, które darzymy szczerymi uczuciami, i które (uwierzcie mi na słowo, to kwestia inteligencji emocjonalnej) wiedzą gdzie są nasze granice znoszenia prawdy na swój temat, zdarza się jednak stracić na chwilę kontrolę nad tym jaką jej wersję  nam podają. I cóż..., zapominając dostosować ją do naszych możliwości jej przyswojenia narażają się na konsekwencje w postaci naszych "humorów", odrzucenia i innych sposobów manipulacji. To kwestia indywidualna, każdy wypracowuje sobie własne strategie obronne na takie okazje.
Są jednak i zalety takiej sytuacji. Zakładając, że to my jesteśmy w wyższej klasie i popełniliśmy tego typu "gafę" to: po pierwsze i tak jest dla nas oczywisty dalszy bieg wydarzeń, znamy dobrze scenariusz jaki prezentuje nam konkretna osoba w tego typu sytuacji, ew. w nowych relacjach właśnie zdobywamy taką wiedzę, po drugie: uzyskujemy informację, w którym miejscu na skali miłości tworzymy relacje z tą osobą, jeszcze warunkowej czy już bezwarunkowej. Jeśli nasza partnerka/partner w relacji, i mam tu na myśli wszelkiego typu relacje międzyludzkie, jest osobą o wysokiej świadomości, potrafi obdarzyć nas uczuciem bezwarunkowo, nawet nie mamy nawyku kontrolowania tego co wypowiadamy czy robimy. Co więcej uzdrawiamy rany emocjonalne i stajemy się cudowną wersją samych siebie, wznosimy się wraz z tą osobą w rozumieniu miłości, ale to już materiał na zupełnie inny artykuł. Żyjemy wtedy w cudownym świecie bez granic, oczekiwań, w którym panuje pełna akceptacja naszej osoby z jej jasnymi i ciemnymi stronami. Ktoś kocha nasze wady, wybryki, eksperymenty, widzi co robimy, ale nadal ofiarowuje nam to wspaniałe uczucie. To niesamowite doświadczenie zmienia wszystko, zmienia nas samych. Eksplorujemy świat, rozwijamy się swobodnie jako obserwatorzy współuczestniczący. Którakolwiek z naszych osobowości się chwilowo lub na dłużej zamanifestuje, jesteśmy bezpieczni, czujemy się wartościowi, szanowani, chciani. Cierpliwość i nieograniczona wolność jaką otrzymujemy jest spełnieniem marzeń w każdej relacji. To po prostu brak wewnętrznego napięcia, komfort istnienia, spokój, o którym śni nasza dusza. 
Wszyscy przyszliśmy się tu uczyć, ewoluować w miłości. Nie ma więc wielu osób w najwyższej klasie, zdolnych do bezwarunkowej miłości. Choć to jeszcze nie koniec naszej edukacji w miłości, są kolejne poziomy do których możemy zmierzać. Jeśli jednak kogoś takiego spotkałaś/spotkałeś, co więcej, ta osoba chce uczestniczyć w twoim życiu, spotkało cię wielkie szczęście i/lub jesteś autorem tej cudownej kreacji.
Zauważajmy i doceniajmy takie specjalne osoby, w końcu bowiem dotrze do nas, że są...bezcennym towarzyszem w naszej ziemskiej podróży...a my chcemy pretendować do zajmowania ławki tuż obok... :)

wtorek, 17 stycznia 2017

Spokój

Jesteśmy w stanie rozpoznawać pewien zakres emocji wchodzących w nasz osobisty repertuar, również ten uwarunkowany  kulturowo. Czy jednak psychologia uznaje istnienie takiej emocji jak spokój? Psychologia kwantowa tak, co więcej umieszcza ją w obrębie tych najpiękniejszych stanów jakie są nam dostępne.
Wszystkie nasze emocje możemy traktować jak żywe istoty, którym należy się szacunek. Mają one przecież swoje należne miejsce jako część naszego doświadczenia. Spychanie, negowanie, zaprzeczanie własnym emocjom prowadzi tylko do ich eskalacji. Łagodność i akceptacja powodują, że rozmywają się nawet te, uznawane powszechnie za negatywne. Dawajmy więc sobie prawo do własnych emocji, to rozwiąże wiele naszych trudności w zalążku. Zniweluje niebezpieczeństwo ich piętrzenia się, w wyniku którego tracimy nad nimi kontrolę. Zapisują się bowiem na trwałe w pamięci komórkowej, wpadają do podświadomości. Przestajemy być świadomi jakie procesy kreują one w nas właśnie stamtąd. Jakie scenariusze piszą dla naszego życia. Stają się niczym kamienie, które nosimy w kieszeniach. Natomiast ofiarowując im łagodnie przestrzeń w naszym wnętrzu, szanując, nastawiając się do nich pokojowo, pozwalamy im przepłynąć...i odejść, zniknąć. Następuje uzdrowienie. W ten sposób nie doprowadzamy do ich niezdrowej kumulacji. Depresja jest właśnie nagromadzeniem negatywnych emocji, które w momencie pojawienia się nie były przez nas świadomie i z miłością potraktowane.
Możemy sami zapobiegać jej powstawaniu właśnie przez zmianę nastawienia do własnych stanów. To jedna z naszych potencjalnych umiejętności - obserwacja własnego wnętrza. Drobne porcje świeżo powstałych emocji łatwo rozmywają się na bieżąco, a my stosując taką higienę psychiczną nie doprowadzamy do zaburzenia delikatnej równowagi naszego systemu nerwowego.
Pozytywne emocje natomiast możemy a nawet powinniśmy z kolei pielęgnować, rozwijać. W ten sposób wspinamy się na wyżyny człowieczeństwa.
Spokój jest jedną z najpiękniejszych emocji jaką możemy wzbudzać. Piękny jest też sam proces rozwijania tego stanu. Medytacja to jedno z narzędzi służących do wznoszenia się w procesie urzeczywistniania tej emocji na wyższych rejestrach wibracji. Skoro wszystko jest energią, stan emocjonalny jest również pewną częstotliwością na jakiej nadajemy. Potrafimy czytać siebie nawzajem, przekazywać sobie te częstotliwości, dzielić się nimi. Jest to informacja, którą mniej lub bardziej świadomie posługujemy się i zarządzamy jako obserwatorzy współuczestniczący
Emocja powiązana z myślą jest wszakże siłą twórczą we Wszechświecie. Warto zatem pamiętać o tym, że nasz stan emocjonalny materializuje się dla nas, w  charakterystyczną wersję rzeczywistości, w której bierzemy czynny udział. To jak dobrze potrafimy zrozumieć i obsługiwać nasz system emocjonalny przekłada się bezpośrednio na jakość naszego życia, na nasze szczęście, spokój
Może to dobry czas by sobie to przemyśleć...?

sobota, 3 grudnia 2016

O złodzieju...

Bywa, że na drodze naszego rozwoju duchowego pojawią się pewne charakterystyczne postaci. Mają one dla nas być prowokatorem do rozwinięcia pewnej określonej zdolności. Jedną z nich jest złodziej. Im wyżej wspięliśmy się w zrozumieniu własnej boskości, tym trudniej jest te osoby rozpoznać pod kamuflażem. Dlaczego? Otóż ich zadaniem jest nas zmylić, wystawić na próbę naszą wrażliwość obserwatora współuczestniczącego. Są to bowiem typy wilka w owczej skórze. Nie jest tak łatwo rozeznać się, po której stronie mocy funkcjonują. Będziemy jednak w ich towarzystwie czuli się okradani z materii i energii. Notorycznie będzie powracało uczucie osobistego zubożenia w kontakcie z kimś tego typu. W zasadzie jeśli mamy połączenie energetyczne ze złodziejem, wystarczy, że pomyślimy o nim, a już poczujemy się słabiej, niepewnie, ogranie nas niepokój. Działa ono również w tle, na poziomie naszej podświadomości. Bywa, że sygnały, które nas o tym informują są bardzo subtelne i nie sposób ich wychwycić w całym gąszczu informacji jakie do nas spływają.  Początkowo zostają odsiane przez percepcję, a co za tym idzie nie poddane świadomej interpretacji. Warto więc pamiętać o włączeniu uważności i byciu jak najczęściej tu i teraz.
Kiedy już namierzymy tego typu doświadczenie przychodzi z pomocą mądrość Biblii: "Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące" (Mt 5,40n). 
Na poziomie kwantowym nie ma żadnego braku, energia jest nieograniczona. Materia jest również energią, ma po prostu nieco niższą częstotliwość wibracji. Jest to więc zasada boska i naukowa, że brak nie istnieje. Oddając naszemu złodziejowi to z czego zamierza nas podstępem okraść eliminujemy całe zamierzenie. Owszem i tak nastąpi przekazanie pewnej porcji energii czy materii, ale nie zaistnieje takie zdarzenie jak kradzież. Przetransformowaliśmy je na przepływ. Oddałam/łem, zostanie mi zwrócone. Wybraliśmy inną opcję z superpozycji dostępnych możliwości. Nasza świadomość zostaje w ten sposób rozwinięta do głębszego zrozumienia istoty życia. Skoro nie istnieje brak nie ma powodu poddawać się lękom towarzyszącym obdarowywaniu. Zawsze jesteśmy zabezpieczeni dzięki tej uniwersalnej zasadzie. Jeśli oddaliśmy w ramach takiej próby, otrzymamy z nawiązką to czego sami potrzebujemy. Doświadczymy prawdziwej opiekuńczości Boga/Wszechświata. Pojmiemy jak wielka troskliwość o nasze potrzeby towarzyszy naszemu pobytowi tutaj. Zrozumiemy wartość lekcji i testów, którym zostajemy poddawani w ramach odrzucania fałszywych paradygmatów. A jednym z nich, bardzo silnym jest strach o własny byt, potrzeby materialne, emocjonalne czy duchowe.
Rozwój czy pożądaną zmianę zawsze zaczynajmy od siebie. Nie ma powodu by kogokolwiek zmieniać. To my mamy się wznieść moralnie na wyższy poziom w stosunku do samych siebie z chwili poprzedniej. W konfrontacji ze złodziejem mamy szansą zmienić nasze lęki przed utratą na boskie/kwantowe zrozumienie zasady bezpieczeństwa.
Zostawmy więc złodzieja w spokoju, niech dalej czyni swoją powinność. Nie jest naszą sprawą go oceniać a tylko rozpoznać i potraktować jak trampolinę do własnego samorozwoju. Nie dajmy się więc wmanipulować w układ typu oprawca-ofiara. Jego zadaniem jest utrzymać nas na tak niskim poziomie tworzenia relacji, zaprzepaścić naszą naturalną potrzebę doświadczania uniwersalnych zasad naszego Wszechświata. My zaś mamy wolną wolę na podorędziu, aby dobrowolnie rezygnować z takich uzależnień emocjonalnych. Nie wiadomo jaka będzie dalsza historia złodzieja po tym, jak my wyłamiemy się z takiego błędnego koła. Pewne jest natomiast, że zyskaliśmy jako istoty duchowe bezcenną mądrość, kolejny raz ewoluowała inteligencja naszego Serca. Zmieniając siebie, zmieniliśmy rzeczywistość na inną, bardziej spójną. Właśnie wykreowaliśmy bardziej harmonijną jej wersję. Dokonaliśmy tym samym kolejnego kwantowego skoku...

czwartek, 6 października 2016

O rodzicach

Nieuchwytnym niemal kanonem wpisanym w naszą kulturę jest kult szacunku i miłości do rodziców. Społeczne oczekiwania w tej kwestii są jasno sprecyzowane. Mamy obowiązek obdarzać naszych rodzicieli takimi właśnie uczuciami, nie bacząc na to czy sami kiedykolwiek takie od nich otrzymaliśmy. Odebrana nam została wolność Serca w tej kwestii i zastąpiona dyscypliną czucia tego, czego większość z nas nie jest w stanie czuć. Dlaczego? Ponieważ sami nie doświadczyliśmy tych uczuć, i tak naprawdę ich nie znamy. Mimo to mamy obowiązek krępować nasze Serca, prekurując coś, co takie uczucia przypomina i obdarzać nimi osoby, które aż nader często używały wobec nas przemocy psychicznej i fizycznej, manipulowały nami, załatwiały sobie własne niespełnione potrzeby naszym kosztem, odnajdywały swoistą przyjemność w odmawianiu nam aprobaty a często nawet prawa do życia, wpędzając nas w głębokie poczucie winy, za sam fakt istnienia... Można by tak wymieniać w nieskończoność, gdyż ilość wysublimowanych sposobów na krzywdzenie dzieci przez własnych rodziców jest niezliczona.
Pomimo tych oczywistych aktów okrucieństwa zwanych oficjalnie "procesem wychowawczym" my, zamiast zająć się uwolnieniem nagromadzonych w takim procesie uczuć, uzdrawianiem głębokich ran i budowaniem relacji samych z sobą, opartych na miłości i bezwarunkowej akceptacji wywieramy na siebie presję do ofiarowania tych najpiękniejszych uczuć naszym "oprawcom". Tym samym  nie dając sobie prawa do czucia tego co naprawdę czujemy i nie czucia tego czego się od nas oczekuje. Mamy zatem udawać kogoś kim w rzeczywistości nie jesteśmy, by sprostać obowiązującym powszechnie zasadom moralnym. Tyle mówi się o uczciwości, prawdzie jako ważnych i wzniosłych ludzkich wartościach, tymczasem są one zupełnie pomijane, w odniesieniu do naszych relacji z własnymi rodzicami.
Serce jednak jako inteligentna jednostka nie znosi kłamstwa. Prawdopodobnie w końcu zacznie chorować zmuszane do fałszu. A nasze ciało poniesie koszt takiej iluzji, gdyż rejestruje prawdę emocjonalną na temat naszych przeżyć. Zrealizuje więc nagromadzone uczucia w postaci chorób fizycznych i zaburzeń psychicznych. Zwracając tym samym nasza uwagę  na nierozwiązane konflikty i brak naturalnej swobody przepływu uczuć.
Dlatego ważne jest by świadomie przejrzeć własne doświadczenia z dzieciństwa w towarzystwie empatycznego przewodnika, który pozwoli bezpiecznie uwolnić trudne emocje oraz odkryć prawdę o własnych uczuciach i rodzicach. Kult rodzica czczonego ponad wszystko i traktowanego jako niezłomny autorytet powoduje zbyt wiele cierpienia, konsekwencji dla naszego dalszego życia i  jest zwyczajnie nieadaptacyjny. Odsłonięcie prawdy w tych podstawowych dla nas relacjach, pozwoli odzyskać ciału stan homeostazy a nam samym spokój i uczciwość wobec siebie samych. Przywróci nam też odebraną nam moc do tworzenia relacji i życia jakiego pragniemy. Zbudowanego na prawdziwej przyjaźni, miłości, szacunku i poczuciu szczęścia.